Legnica kiedyś i dziś
Mija 30 lat od chwili, gdy w plecaku Marka Nowaczyka pierwsze złotnicze prace przekroczyły próg ówczesnej Czarnej Galerii w Legnicy. Wystawy, zapoczątkowane w roku 1979, przez niemal 20 kolejnych lat były niejako "adrenaliną" polskiego złotnictwa artystycznego. 
Legnicki wirus" był zaraźliwy, dotarł do Krakowa (wystawy cyklu TOP 20, Camelot w latach 90.), do Warszawy (cykliczne wystawy w Galerii ART., Galerii "S", pierwsze wystawy Galerii MILANO), do Gdańska (próby zorganizowania złotniczego biennale przez ówczesną redakcję kwartalnika "Złotnik-Zegarmistrz"). W całej Polsce powstawało wiele nowych galerii specjalizujących się w biżuterii autorskiej, również unikatowej. Dziś jeszcze wirus ten jest rozpoznawalny, choćby w cyklicznym konkursie PREZENTACJE.
Mutacje wirusa
Z wirusami jednak bywa tak, że mutują. Wydaje mi się, że datą gwałtownej mutacji naszego wirusa były okolice roku 2000, gdy zmieniła się osoba głównego konsultanta legnickich konkursów. A mianowicie odszedł Marek Nowaczyk, a jego miejsce zajął Sławomir Fijałkowski. A także dynamiczny rozwój internetu, dzięki czemu każdy miał nieograniczony dostęp do informacji o europejskim i światowym złotnictwie artystycznym. Ta część genomu, którą możemy określić jako "postmodernistyczny" zaczęła się w mutowanym legnickim wirusie rozrastać wręcz gwałtownie. Pojawiła się w nim i agresja, i epitety, i negacja wartości istnienia 20 lat jego poprzedniej wersji. Konflikt i polaryzacja postaw zastępowały twórczą ich ewolucję.
Dawniej bywało
Na początku legnickie konkursy przyjęły formułę przeglądu form złotniczych, czyli gromadziły prace różne, od biżuterii artystycznej do obiektów wchodzących w obszar sztuki przedmiotu. Z czasem utarła się tradycja przemiennych konkursów tematycznych i "przeglądów" - czyli najciekawszych realizacji z poprzednich dwóch lat, bez określonego tematu. Zawsze jednak warsztat, definiowany terminem złotnictwo, był nieodłączną ich składową.
Warto sięgnąć choćby do katalogu wydanego z okazji 15-lecia legnickich pokazów srebra artystycznego i w artykule Krystyny Nowakowskiej przeczytać, jakie cele i założenia przyświecały powstaniu w Legnicy centrum prezentacji polskiego współczesnego złotnictwa. Jednak nie nagradzane prace - moim zdaniem - stanowiły o istocie historycznego już zjawiska zwanego potocznie "legnickim srebrem". One mogłyby się znaleźć na każdej wystawie współczesnego złotnictwa. Mnie bardziej interesowały takie, które mogły się znaleźć tylko w Legnicy. To one stanowiły o specyficznej atmosferze tych wystaw. Prowokowały i irytowały, ale też czemuś służyły - wyzwalały artystów z konwencjonalnego myślenia o przedmiocie biżuteryjnym... Jak czytamy w katalogu "20 srebrnych lat" w artykule autorstwa Izy Sadurskiej.
Konterfekt
Rok 2001 przyniósł sygnał nadchodzących znaczących zmian w Legnicy. W regulaminie czytamy: "Celem konkursu Autoportret jest próba uzyskania odpowiedzi na bliskie naszym czasom pytania o ikonografię i emocjonalność współczesnego człowieka na progu trzeciego tysiąclecia. Chcemy, aby obiekt artystyczny był wyrazem osobistej manifestacji tożsamości ideowej jej autora oraz pojmowania siebie i swego miejsca w świecie. Dlatego nie zależy nam na dosłownym potraktowaniu tematu konkursu". (!) Rok później odbywa się ostatnia z cyklu wystaw mająca w tytule "przegląd form złotniczych". Pozostają tematyczne "konkursy sztuki złotniczej". - Od tej chwili organizatorzy nie chcą już u siebie prac, które autorzy tworzą w swoich pracowniach według własnej wizji sztuki złotniczej! Chcą jedynie odpowiedzi na akademickie hasło kolejnego ćwiczenia. Tak ten fakt skomentował niedawno jeden z uczestników wielu konkursów, dwukrotny laureat legnickiego Grand Prix, Witold Kozubski.
Refleksja
Może już czas, abym wyjaśnił, dlaczego wspominam i porównuję legnickie spotkania sprzed lat z obecnymi. Otóż - głównie jako odpowiedź na pytanie: co jest przyczyną, że coraz mniej polskich twórców prac złotniczych uczestniczy w legnickich spotkaniach poprzez udział w konkursie lub choćby przez swoją obecność podczas kulminacji Legnickiego Festiwalu Srebra? Pytanie to pojawia się od jakiegoś czasu regularnie, przy okazji kolejnych majowych spotkań. Może dlatego, że Legnica straciła swój klimat i swoje znaczenie w odbiorze polskich artystów i projektantów? Może dlatego, że stała się forum debiutu dla studentów z Polski i innych krajów, i mimo swojej "międzynarodowości" oraz historii - forum raczej mało znanym? Kto zaprosił w ostatnich latach legnicką galerię do zaprezentowania wystawy konkursowej? Czy chcąc pokazać wystawę konkursową poza Legnickim Festiwalem Srebra, pozostają już tylko targi branżowe? Gorzej, galerie Yes, Bielak i Stanko, tradycyjne miejsca powtórzeń wystaw konkursowych, jakoś nie umieszczają ich ostatnio w swoich kalendarzach. Dlaczego? Sami organizatorzy mają chyba świadomość tego faktu. Od roku 2003 Galeria Sztuki w Legnicy zorganizowała już 3 edycje wystaw "eksportowych". Przeglądam katalogi i widzę, że poza nielicznymi wyjątkami jest to właśnie prezentacja sztuki złotniczej. Nie myli tytuł wystaw, jest to "Współczesna Polska Sztuka Złotnicza"! A właśnie te "eksportowe" wystawy, niejurowane, pozostawiające zaproszonym artystom pole do własnego wyboru, krążą po Europie, stają się wizytówką polskiego złotnictwa artystycznego.
Dlaczego tak?
Zamiast "podczepiać się" z nową koncepcją wystaw do 20-letniej tradycji - można było zaproponować konkurs równoległy lub ogłosić zakończenie cyklu "konkursów sztuki złotniczej" i zrobić Poland jewellery better them "Schmuck" lub coś w tym styluÉ Dlaczego stało się inaczej? Bo dziś do legnickiego konkursu sztuki złotniczej (!) możemy zgłosić i zafoliowaną kiełbasę (która raz się załapie, a raz nie), i rozpałkę do grilla (w formie obrączek), i pokaźny zbiór pustych opakowań po tabletkach antykoncepcyjnych (to dla odmiany naszyjnik), a i końskie łajno na srebrnych haczykach znajdzie swoich zwolenników (kolczyki). Zgoda, wymienione przedmioty mogą być biżuterią. Ale - zmieńmy nazwę tego spotkania, bo śmieją się z nas już chyba wszyscy, którym chce się ze zrozumieniem przeczytać nagłówek w kolejnym legnickim regulaminie konkursu!
Smutna prawda
Gorzko momentami zabrzmiało to, co chciałem przekazać. Ale może trzeba, jak to wśród przyjaciół bywa, powiedzieć prawdę w oczy, a nie szeptać po kątach. Pozostaję z nadzieją, że jedynym skutkiem tych treści będzie pozytywna refleksja i próba sprowadzenia legnickich konkursów z powrotem na drogę, którą 30 lat temu rozpoczął Marek Nowaczyk: stworzenia w Legnicy ważnego w skali europejskiej ośrodka współczesnego złotnictwa. Mariusz Pajączkowski
PS. Z szacunku dla czytelników pozwolę sobie przybliżyć kilka terminów, jakimi posługiwałem się w powyższym tekście. Nie są to definicje! Na te od lat czekamy, apelując do istniejących autorytetów. To są jedynie zapisy, które stworzyłem na swój własny użytek, aby nie mylić złotnictwa z biżuterią i jubilerstwa ze sztuką złotniczą.
Złotnictwo - działanie zajmujące się wytwarzaniem przedmiotów z metali szlachetnych, kamieni szlachetnych oraz innych drogocennych materiałów. W obecnym rozumieniu możliwe jest również stosowanie innych niż tradycyjne materiałów (wspólnie z metalami szlachetnymi), warunkiem jest ich trwałość (stal, tytan, kamienie ozdobne itp.) oraz stosowanie technik złotniczych. Obejmuje wytwarzanie biżuterii, luksusowych przedmiotów codziennego użytku, przedmiotów służących kultowi religijnemu, broni, odznaczeń itp.
Złotnictwo artystyczne - termin tożsamy ze ZŁOTNICTWEM z jednym, nader istotnym warunkiem: działalność złotnika musi polegać na twórczej modyfikacji tradycyjnego w swej funkcji przedmiotu w istotny i NOWY sposób!
Sztuka złotnicza - pojęcie mieszczące się w szerokim pojęciu SZTUKI. Opisuje trójwymiarowe prace wykonane technikami złotniczymi i przy użyciu narzędzi oraz materiałów stosowanych tradycyjnie w warsztacie złotniczym.
Forma złotnicza - przedmiot trójwymiarowy, w swej formie nawiązujący do historycznie pojmowanego dzieła SZTUKI ZŁOTNICZEJ, niezależnie od zastosowanych technik i materiałów.
Biżuteria - każda trójwymiarowa ozdoba ciała lub stroju, niezależnie od stosowanych technik i materiałów.
Biżuteria artystyczna - część BIűUTERII, która charakteryzuje się indywidualnym podejściem wytwórcy do przedmiotu oraz zachowaniem jej funkcji użytkowej. Jest inspirowana wcześniejszymi projektami lub biżuterią historyczną, ale dla zachowania jej charakteru artystycznego niezbędny jest wkład intelektualny (tzw. wartość dodana) wykonawcy.
Biżuteria autorska - wykonywana jest przez Autora - Artystę Plastyka (w skrócie: przez absolwenta wyższej uczelni artystycznej, członka związku twórczego lub osobę posiadającą aktualne uprawnienia do wykonywania zawodu artysty plastyka, nadawane przez Ministerstwo Kultury i Sztuki do początku lat 90.), charakteryzująca się indywidualnym projektem, autorską techniką wykonania, stworzoną przez siebie linią wzorniczą, indywidualnym elementem zdobniczym itp. [...]
Udostępniono 30% tekstu, dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla prenumeratorów.
|
Wszyscy prenumeratorzy dwumiesięcznika w ramach prenumeraty otrzymują login i hasło umożliwiające korzystanie z pełnych zasobów portalu (w tym archiwum).
Prenumerata POLSKIEGO JUBILERA to:
Prenumeratę możesz zamówić:
Jeśli jesteś prenumeratorem a nie znasz swoich danych dostępu do artykułów Polskiego Jubilera skontaktuj się z nami, bok@pws-promedia.pl
|





