Inwestowanie w młodych twórców szansą na nowoczesne wzornictwo
Rozmowa z Andrzejem Adamskim, projektantem biżuterii, o polskim rynku bursztynniczym.
Polski Jubiler: Co sądzi pan o polskim wzornictwie w polskiej biżuterii bursztynowej? Czy biżuteria bursztynowa pojawiająca się na rynku jest biżuterią, która cieszy się zainteresowaniem odbiorców?
Andrzej Adamski: Jest ono w dużej mierze dość zachowawcze i stereotypowe. Powodów takiego stanu rzeczy jest kilka. Dostęp do surowca i wzrost jego cen są w ostatnim czasie blokadą dla wielu twórców, głównie młodych. Ale nie mogą być jedynym usprawiedliwieniem. Większość producentów stara się masowo nakierować na konkretnego odbiorcę, na konkretnym ryku. Dlatego oferta, jaką możemy obserwować na polskim rynku masowym, trafia tu niejako rykoszetem i jest dość przypadkowa. Nie jest to na pewno efekt specjalnie zaprojektowanych i przygotowywanych nowych kolekcji. Obecnie biżuteria bursztynowa w skali całego kraju nie jest dominującą ofertą. Nie mówię tu o wyrobach, gdzie bursztyn jest tylko zminimalizowanym dodatkiem, bo czy znajdzie się tam właśnie on, czy inny kamyk, nie ma to żadnego wpływu na daną formę. Uwaga ta odnosi się do biżuterii z większym udziałem bursztynu. Na tym tle, na pewno wyróżnia się biżuteria autorska, która może w pełni zaspokoić popyt wciąż wąskiego, ale i coraz bardziej wymagającego kręgu jej odbiorców. Przynosząc satysfakcję obu stronom
Czy zmiany dokonujące się na rynku idą, według pana, w dobrym kierunku?
Nie ma ich zbyt wiele. Pozytywną bez wątpienia zmianą jest coraz bardziej powszechne zastosowanie bursztynu naturalnego, niepoprawianego! Zresztą ta i pozostałe, to zmiany wymuszone sytuacją, nie są one efektem jakiejś spójnej i przemyślanej strategii. Jak pokazał czas, skupienie się tylko na krótkowzrocznych marketingowych działaniach, przynoszących w efekcie profity tylko dla wąskiego grona, miało bardzo kruche fundamenty, było to – o czym nieraz mówiłem – zaklinaniem rzeczywistości. Przykładem może być projekt Ambasador bursztynu – jego realizacja to kompletne fiasko. Zainwestowanie tych środków w młodych twórców ich wsparcie i dogłębną edukację – dałyby wymierne i widoczne efekty. Również odwrócenie się od polskiego odbiorcy przyjdzie odrabiać w dłuższym czasie. Bursztyn – patrz doniesienia medialne – większości Polaków obecnie kojarzy się z niebotycznie wysokimi cenami i przemytem – nie ma działań na zrównoważenie tego wizerunku.
Czy przygotowanie kolekcji pod odbiorców z Chin jest dobrym rozwiązaniem?
W mojej ocenie nie! Oczywiście w pewnym zakresie można to potraktować jako wyzwanie, coś na kształt wariacji na zadany temat. Ale całkowite ujednolicenie oferty pod względem wzorniczym dla jednego rynku – na ten moment chińskiego – jest mało twórcze. Tracimy szansę, by pokazać bursztyn przez pryzmat naszych z nim doświadczeń, pozbawiamy go tym samym, w pewnym stopniu, tożsamości. Powinniśmy dążyć do sytuacji by wyroby z bursztynem były produktem wyróżniającym się na danym rynku, by były jednoznacznie identyfikowane z krajem pochodzenia, a nie wtapiały się w tamtejszą stylistykę. Bursztyn powinien być kojarzony z Polską, a nie z Chinami.
Dziękuję za rozmowę [...]
Udostępniono 30% tekstu, dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla prenumeratorów.
|
Wszyscy prenumeratorzy dwumiesięcznika w ramach prenumeraty otrzymują login i hasło umożliwiające korzystanie z pełnych zasobów portalu (w tym archiwum).
Prenumerata POLSKIEGO JUBILERA to:
Prenumeratę możesz zamówić:
Jeśli jesteś prenumeratorem a nie znasz swoich danych dostępu do artykułów Polskiego Jubilera skontaktuj się z nami, bok@pws-promedia.pl
|
Rozmawiała Marta Andrzejczak





