Czy z mapy polskich muzeów zniknie jedyne muzeum złotnictwa?
Rozmowa z Michałem Gradowskim, historykiem sztuki złotniczej, autorem wielu publikacji naukowych dotyczących dawnej sztuki złotniczej. Jego zasługą dla dziedzictwa kulturowego jest zainicjowanie i kierowanie gromadzeniem specjalistycznej dokumentacji zabytkowego złotnictwa z terenu całej Polski.
Polski Jubiler: Jest pan jednym z inicjatorów powstania w Polsce Muzeum Sztuki Złotniczej, które gromadzi wyroby dawnego i współczesnego złotnictwa, ze szczególnym uwzględnieniem złotników polskich i w Polsce działających. Skąd wziął się pomysł, aby powstało takie muzeum w naszym kraju? I jak udało się tego dokonać?
Michał Gradowski: U schyłku lat 70. warszawski kolekcjoner Jędrzej Jaworski wraz z grupą znajomych wymyślił, że na bazie jego kolekcji sreber, składającej się mniej więcej z 500 egzemplarzy, można założyć Muzeum Sztuki Złotniczej i udostępnić ten zbiór publiczności. Po podjęciu decyzji stanęliśmy przed dylematem, gdzie powinna znajdować się siedziba muzeum. Uznano, że nie warto otwierać placówki w Warszawie, ponieważ będzie to kolejne muzeum w stolicy, a w związku z tym nie zostanie zauważone przez publiczność. Wybór padł na Kazimierz nad Wisłą, gdzie przyjeżdża wielu turystów. Nie bez znaczenia był też fakt, że w Kazimierzu znacznie łatwiej było pozyskać lokal na muzeum. W tym czasie konserwatorem dla miasta Kazimierza i okolicznych zabytków oraz dyrektorem istniejącego już Muzeum Kazimierza Dolnego, przemianowanego później na Muzeum Nadwiślańskie, był Jerzy Żurawski. Człowiek ten okazał się szalenie nam życzliwy i znalazł dla Muzeum Sztuki Złotniczej znakomite miejsce. Warto bowiem wiedzieć, że Kazimierz w tamtych czasach był już odbudowany po zniszczeniach wojennych, z wyjątkiem jednej starej kamienicy. Tuż koło Rynku znajdowały się ostatnie ruiny wojenne – piękne kamienne piwnice zasypane po samo sklepienie gruzem i oplecione parterowym murem. Dzięki Jerzemu Żurawskiemu piwnice zostały odgruzowane, a parterowe mury – przykryte dachem. I tak powstało muzeum, gdzie zabytkowe srebra zostały wyeksponowane w starych, kamiennych piwnicach. Była to nasza pierwsza siedziba, jednak, jak mieliśmy się przekonać, nie ostatnia. Niemniej pod koniec 1979 roku otworzyliśmy pierwszą wystawę sztuki złotniczej. Jędrzej Jaworski, który początkowo przeznaczył swoje zbiory jako depozyt, w momencie, gdy nastąpiło otwarcie, depozyt zamienił na dar.
Jak wyglądała struktura organizacyjna Muzeum Sztuki Złotniczej?
Każda placówka muzealna musi mieć swoją administrację, i żeby nią nie obciążać Muzeum Sztuki Złotniczej, powołano je jako oddział Muzeum Nadwiślańskiego, tak samo jak np. Muzeum Plakatu w Wilanowie jest oddziałem Muzeum Narodowego.
Otwarcie Muzeum to jednak dopiero początek, ponieważ aby mogło ono funkcjonować, muszą znajdować się w nim eksponaty. W jaki sposób pozyskiwaliście państwo obiekty dla Muzeum Sztuki Złotniczej?
Były to czasy, kiedy jeszcze było więcej pieniędzy przeznaczanych na zakupy muzealiów, a w warszawskich antykwariatach można było znaleźć sporo cennych zabytków. Kupiliśmy wtedy sporo sreber kościelnych, udało mi się kupić nawet piętnastowieczny kielich mszalny. Jaworski nie zbierał sreber kościelnych, wychodząc z założenia, że większość obiektów dostępnych na rynku pochodzi z kradzieży. Swoje prace zaczęli nam też wtedy przekazywać artyści złotnicy. Dzięki ich ofiarności z czasem powstał w Muzeum Sztuki Złotniczej pokaźny zbiór sztuki współczesnej. Zdarza się także, że kolekcjonerzy oddają muzeum swoje prywatne zbiory w depozyt. W tej chwili dysponujemy blisko dwoma tysiącami eksponatów.
Jak na przestrzeni lat rozwijało się muzeum?
Przez pierwsze dwadzieścia lat, pracując w Warszawie w Ośrodku Dokumentacji Zabytków, pełniłem funkcję kustosza naszego muzeum nieodpłatnie. Potem na moje miejsce przyszła Aniela Ryndziewicz, historyk sztuki, która zaczęła pracować jako pełnoetatowy kierownik Muzeum Sztuki Złotniczej. I dopiero wtedy ruszyły najbardziej spektakularne działania muzeum. Do tej pory wykonywana była bowiem tylko standardowa praca muzeum – prezentowana była ekspozycja stała oraz organizowane były wystawy czasowe, na których swoje prace pokazywali współcześni złotnicy. Urządzaliśmy też wystawy srebra nowego bądź starego z cudzych zbiorów, np. ze zbiorów Muzeum Narodowego w Warszawie lub z prywatnej kolekcji Franciszka Starowieyskiego. Od momentu pojawienia się Anieli Ryndziewicz praca muzeum ruszyła pełną parą. Muzeum zaczęło się dynamicznie rozwijać. Zaczęto organizować duże wystawy tematyczne z albumowymi katalogami, towarzyszyły im sesje naukowe. Prowadzona działalność wydawnicza zaowocowała m.in. dwoma tomami Katalogu Zbiorów Muzeum Sztuki Złotniczej, katalogami wystaw czasowych, a ostatnio pierwszym polskim tłumaczeniem „Traktatu o Złotnictwie” Benvenuta Celliniego. Zakupiono bardzo cenny zespół kilkuset elementów wyposażenia dawnego warsztatu złotniczego – takiego zespołu narzędzi złotniczych nie posiada żadne muzeum w kraju. Zaczęto organizować warsztaty złotnicze.
Czym są i do kogo są skierowane warsztaty złotnicze?
Historycy sztuki, którzy badają stare srebra, muszą nie tylko umieć ocenić je z punktu widzenia artystycznego, ale także trzeba umieć rozpoznać ich technikę wykonania, a niestety na uczelniach nie prowadzi się zajęć z technik złotniczych. Brak tej wiedzy bardzo utrudnia pracę. W związku z tym na rzeczonych warsztatach złotniczych historycy sztuki z najrozmaitszych muzeów polskich mieli możliwość poznania technik złotniczych. Udało się znaleźć wybitnych fachowców od dawnych technik złotniczych, którzy prowadzili wykłady i praktyczne pokazy. Tu każdy z uczestników miał możliwość przełożyć zgromadzoną wiedzę na praktyczne umiejętności poprzez własnoręcznie próbowanie różnych technik złotniczych. Oprócz tego w Muzeum Sztuki Złotniczej prowadzone są warsztaty złotnicze dla amatorów, na których mogą oni zdobyć wiele ciekawych wiadomości na temat warsztatu dawnych mistrzów złotnictwa i jednocześnie samodzielnie wykonać jakiś srebrny drobiazg dla siebie na pamiątkę.
Wspominał pan, że Muzeum Sztuki Złotniczej musiało zmienić swoją siedzibę. Dlaczego tak się stało?
Muzeum Sztuki Złotniczej, jak już wspominałem, znajdowało się przy Rynku. Z roku na rok powiększała się kolekcja zgromadzonych eksponatów, co spowodowało, że w piwnicach zaczęło brakować miejsca. W związku z powyższym Jerzy Żurawski uznał, że należy uprzątnąć resztę zasypanych gruzem piwnic. Natychmiast przystąpiono do odgruzowania. Równocześnie jednym z oddziałów Muzeum Nadwiślańskiego został Zamek w Janowcu, którego fragmenty murów groziły zawaleniem. Działając w stanie wyższej konieczności Jerzy Żurawski przeznaczał wszystkie środki finansowe na ratowanie Zamku w Janowcu. Kiedy już udało się uratować Janowiec, nastał czas oszczędności budżetowych i zabrakło pieniędzy na dokończenie prac w naszym muzeum. Na czas remontu ekspozycja złotnictwa została przeniesiona do Kamienicy Celejowskiej, gdzie prezentowana była wraz z malarstwem. Koegzystencja trwała kilka lat, jednak taka sytuacja nie mogła trwać wiecznie. Na szczęście „wolna” okazała się dawna dwukondygnacyjna dzwonnica, którą Muzeum Sztuki Złotniczej otrzymało jako tymczasową siedzibę. W miejscu tym było niezwykle ciasno, można było eksponować niewielką część naszych zbiorów, ale nawet w tych trudnych warunkach wystawy sztuki złotniczej cieszyły się wielkim zainteresowaniem odwiedzających. Nie mniej sytuacja muzeum była nie do pozazdroszczenia – z jednej strony rozgrzebana robota w piwnicach, z drugiej ciasna siedziba, gdzie nie można wyeksponować większości zbiorów. W związku z powyższym dyrekcja Muzeum Nadwiślańskiego rozpoczęła starania o dotację z Unii Europejskiej na rozbudowę nowej siedziby Muzeum Sztuki Złotniczej.
Należy pamiętać, że muzeum było szalenie popularne, jest to bowiem jedyne Muzeum Sztuki Złotniczej w Polsce i jedno z nielicznych w Europie, co sprawiło, że starania te zakończyły się sukcesem. Zgodnie z założeniami budowy, na parterze miała być recepcja wraz z pomieszczeniami technicznymi – szatnią, kasą itp. – oraz ekspozycja pełnego wyposażenia starego warsztatu złotniczego. Miała być umieszczona w ten sposób, aby warsztat widoczny był zarówno dla osób odwiedzających placówkę, jak i przez parterowe okno dla przechodniów mijających muzeum. W nowej siedzibie w odrestaurowanych piwnicach miały być eksponowane stare srebra, zaś na pierwszym piętrze miała być sala na wystawy czasowe, zarówno sztuki złotniczej, jak i innych oddziałów Muzeum Nadwiślańskiego, oraz stała ekspozycja współczesnej sztuki złotniczej. Reszta pomieszczeń pomyślana była jako miejsce dla warsztatów konserwatorskich, złotnicza biblioteka naukowa oraz pomieszczenia techniczne i biurowe oddziału Muzeum Sztuki Złotniczej. Muzeum zostało wybudowane i otrzymało piękny, nowoczesny budynek. Jednak mimo tego Muzeum Sztuki Złotniczej znalazło się w sytuacji, która zbulwersowała niemal całe środowisko złotników i muzealników. Polskę obiegła informacja, że zniknie z mapy polskich muzeów jedyne Muzeum Sztuki Złotniczej. Przed dwoma laty nastała nowa pani dyrektor w Muzeum Nadwiślańskim – naszej jednostce nadrzędnej – i postanowiła, że przeznacza budynek na siedzibę dyrekcji i administracji tego muzeum, a złotnictwo może obecnie korzystać tylko z piwnic. Daje to szansę na ekspozycję zaledwie części zbioru. Brak funduszy uniemożliwia nie tylko nowoczesną aranżację ekspozycji w tych piwnicach, ale nawet urządzenie stałej ekspozycji złotnictwa współczesnego. Sytuacja ta zbulwersowała znaczną część środowiska artystów złotników, których prace zostały w magazynach. Dodatkowo z inicjatywy dyrekcji zlikwidowana została nazwa Muzeum Sztuki Złotniczej.
Jak według pana można tłumaczyć takie decyzje dyrekcji Muzeum Nadwiślańskiego?
Nowa dyrekcja Muzeum Nadwiślańskiego wprowadzając szereg reform postanowiła w nowym statucie zmienić nazwę swego oddziału Muzeum Sztuki Złotniczej na Oddział Sztuki Złotniczej. Nie potrafię zrozumieć, czemu pani dyrektor zdecydowała się wyciąć wyraz Muzeum z nazwy naszego oddziału. Wydawać by się mogło, że to niewielka zmiana, a jednak… w każdym większym muzeum w kraju jest dział sztuki złotniczej, a Muzeum Sztuki Złotniczej było w Polsce tylko jedno. W obronie tej od lat funkcjonującej nazwy występowała nie tylko Aniela Ryndziewicz i ja, ale także inne osoby i instytucje współpracujące z nami, w tej liczbie Stowarzyszenie Twórców Form Złotniczych, które od swego powstania jest z nami tak blisko powiązane, że wpisało Muzeum Sztuki Złotniczej na listę swych członków honorowych. W rozmowie ze mną pani dyrektor twierdziła, że jedynym powodem takiej zmiany jest konieczność ujednolicenia nazw wszystkich oddziałów i że nie może jedno muzeum być oddziałem innego muzeum.
Moja argumentacja, że Muzeum Plakatu w Wilanowie jest oddziałem Muzeum Narodowego w Warszawie, zaś Muzeum Bursztynu jest oddziałem Muzeum Historycznego m. Gdańska i nikt nie widzi w tym problemu, nie przekonała jej. Rozumiem – w Muzeum Nadwiślańskim chce mieć jednolitość i już. Ale jak wobec tego tłumaczyć fakt, że w tym samym nowym, „ujednoliconym” statucie figuruje oddział o nazwie Muzeum Czartoryskich w Puławach? Powtarzam raz jeszcze – nie potrafię wyjaśnić, czemu zmieniono nazwę szeroko znanego Muzeum Sztuki Złotniczej.
Dziękuję za rozmowę. [...]
Udostępniono 30% tekstu, dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla prenumeratorów.
|
Wszyscy prenumeratorzy dwumiesięcznika w ramach prenumeraty otrzymują login i hasło umożliwiające korzystanie z pełnych zasobów portalu (w tym archiwum).
Prenumerata POLSKIEGO JUBILERA to:
Prenumeratę możesz zamówić:
Jeśli jesteś prenumeratorem a nie znasz swoich danych dostępu do artykułów Polskiego Jubilera skontaktuj się z nami, bok@pws-promedia.pl
|
Rozmawiała Marta Andrzejczak





