Przejęcie W.Kruk – przestroga dla bursztynników
Przejęcie spółki W.Kruk to sygnał, że w Polsce będzie koniunktura na markowe wyroby jubilerskie i przestroga dla polskich bursztynników, że tworzona przez nich przez całe lata na świecie marka biżuterii z bursztynem może być przejęta przez silną kapitałowo spółkę, i to bez jakiegokolwiek odstępnego. Jeszcze nikt kilka miesięcy temu nie wyobrażał sobie, że Wojciech Kruk może utracić wpływ na rozwój salonów jubilerskich W.Kruk. 
Tymczasem niemożliwe stało się faktem i jubiler z Poznania, którego tradycje złotnicze sięgają 1840 roku, musiał podjąć decyzję o znaczącej redukcji zaangażowania swojej rodziny w spółkę W.Kruk. W swoim oficjalnym oświadczeniu napisał, że nie widząc możliwości kontynuowania współpracy, jako strategiczny akcjonariusz spółki, zdecydował się wraz z rodziną odpowiedzieć na wezwanie do sprzedaży akcji, pozostawiając sobie jedynie 3,03 procenta z ponad 23 procent.
Przejęcie marki bursztynu
űadna z firm bursztynniczych nie jest spółką akcyjną, więc nie grozi jej przejęcie w ten sposób. Co prawda plotkowano onegdaj, że największa polska firma S&A Bursztynowa Biżuteria z Gdyni wybiera się na giełdę, ale rzeczywistość tego nie potwierdziła. Ważne jednak, żeby trójmiejscy bursztynnicy wyciągnęli nauczkę z ostatnich wypadków związanych z przejęciem W.Kruk. Nie udało się im bowiem do tej pory stworzyć ogólnopolskiej sieci markowych salonów, w których w sposób w pełni profesjonalny sprzedawano by, prezentowano i promowano wyroby jubilerskie z bursztynem.
Na ten fakt i na zagrożenia z nim związane wskazuje m.in. strategia klastra Gdańska Delta Bursztynu, która powstała we współpracy środowisk bursztynniczych z Instytutem Badań nad Gospodarką Rynkową. Po pierwsze, bursztynnicy najczęściej nie mają wpływu na żadną z faz życia produktu, oczywiście poza produkcją. Po drugie, stopniowo mogą stać się jedynie podwykonawcami dużych i silnych kapitałowo firm posiadających sieć markowych salonów jubilerskich i przyglądać się, jak te ostatnie zarabiają krocie na bursztynowych ozdobach, jednocześnie wymagając od nich coraz niższych cen zakupu i coraz dłuższych terminów płatności.
Jak przejęto firmę W.Kruk?
W pierwszej dekadzie maja giełdę zelektryzowała wiadomość, że Vistula & Wólczanka (V&W) postanowiła przejąć Kruka. Firmy wykorzystały fakt, że ok. 40 proc. akcji poznańskiej spółki znajdowało się w rękach funduszy, a ok. 36 proc. stanowiło tzw. free float i zawezwała akcjonariuszy do odsprzedaży akcji (za każdą płaciła ok. 10 procent więcej od jej rynkowej wartości). Fundusze inwestycyjne i mniejsi inwestorzy wykorzystali to, aby podreperować swoje notowania.
Wojciech Kruk wraz z rodziną odradzał sprzedaż akcji na wezwanie V&W i chciał, żeby ich spółka wykupywała udziały akcjonariuszy. W odpowiedzi Vistula podniosła swoją cenę i po kilku dniach Wojciech Kruk musiał się poddać. Spółka W. Kruk posiada obecnie 49 renomowanych salonów jubilerskich oraz 27 salonów z luksusową modą damską marki Deni Cler. W 2005 r. spółka zarobiła na czysto 3,9 mln zł - czyli prawie o 1,7 mln więcej niż w roku poprzednim. Rok 2006 zamknął się dwukrotnie większym zyskiem, a 2007 r. był pod tym względem rekordowy - 15 mln zł zysku netto.
W pierwszej dekadzie maja giełdę zelektryzowała wiadomość, że Vistula & Wólczanka (V&W) postanowiła przejąć Kruka. Firmy wykorzystały fakt, że ok. 40 proc. akcji poznańskiej spółki znajdowało się w rękach funduszy, a ok. 36 proc. stanowiło tzw. free float i zawezwała akcjonariuszy do odsprzedaży akcji (za każdą płaciła ok. 10 procent więcej od jej rynkowej wartości). Fundusze inwestycyjne i mniejsi inwestorzy wykorzystali to, aby podreperować swoje notowania.
Wojciech Kruk wraz z rodziną odradzał sprzedaż akcji na wezwanie V&W i chciał, żeby ich spółka wykupywała udziały akcjonariuszy. W odpowiedzi Vistula podniosła swoją cenę i po kilku dniach Wojciech Kruk musiał się poddać. Spółka W. Kruk posiada obecnie 49 renomowanych salonów jubilerskich oraz 27 salonów z luksusową modą damską marki Deni Cler. W 2005 r. spółka zarobiła na czysto 3,9 mln zł - czyli prawie o 1,7 mln więcej niż w roku poprzednim. Rok 2006 zamknął się dwukrotnie większym zyskiem, a 2007 r. był pod tym względem rekordowy - 15 mln zł zysku netto.
Znamienne, że w tym roku nagrodę dla najlepszego kupca Gdańskiego Centrum Bursztynu zdobyła firma Apart, właściciel największej sieci salonów w Polsce. Niemal z tych samych przyczyn to spółka W.Kruk wygrywała przetargi na ekspozycję wyrobów jubilerskich z bursztynem jako polskiego produktu eksportowego w ramach narodowych pawilonów na wystawach Expo i uzyskiwała z tego tytułu przychody odpowiadające rocznym przychodom trzech salonów jubilerskich w atrakcyjnych miejscach handlowych w Polsce.
Jeżeli dodamy do tego, że znajomość marek dobrych firm bursztynniczych jest wśród klientów ostatecznych nikła, a wzornictwo kojarzone jedynie z tradycyjnymi wyrobami, to całkiem realnym zagrożeniem staje się przejęcie marki polskich wyrobów z bursztynem, i to nieodpłatne.
O czym nie wie Sharon Stone?
Jeżeli firmy V&W mogły przejąć W.Kruk, a anonimowa grupa inwestycyjna z Hongkongu przejęła słynny szwajcarski dom aukcyjny Antiquorum, to nie trudno sobie wyobrazić, że jakaś silna kapitałowo firma zacznie promować markowe wyroby z bursztynem, profesjonalnie je oznaczać, prezentować, eksponować i promować, sprowadzając dotychczasowych liderów branży bursztynniczej do roli podwykonawców. Ludzie, którzy znają historię branży jubilerskiej w Polsce, wiedzą, że inny polski kamień wykorzystywany w jubilerstwie - krzemień pasiasty - promuje od 35 lat Cezary Łutowicz z Sandomierza.
Jednak dopiero po wykorzystaniu tego materiału w kolekcji Kruka usłyszały o nim niemal wszystkie Polki i klientki z zagranicy. To samo dzieje się z bursztynem, o czym świadczą opisane powyżej procesy rynkowe. Potwierdzają to nawet ostatnie doniesienia, jak to Sharon Stone otrzymała w Warszawie naszyjnik z bursztynu autorstwa Anny Orskiej, projektantki firmy W.Kruk. Znana amerykańska aktorka wyjechała z Polski w przekonaniu, że to poznańska firma produkuje markowe wyroby ze złotem północy. Tymczasem dla wszystkich w branży jubilerskiej jest jasne, że stolica wyrobów z bursztynu znajduje się w zupełnie innym mieście. Jednak wiemy to my, a nie Sharon Stone.
Cała nadzieja w biurze klastra
W tej sytuacji powstające w Gdańsku biuro klastra Gdańska Delta Bursztynu może być jedną z ostatnich okazji na "przyjazną" konsolidację bursztynniczych firm i stworzenie profesjonalnego podmiotu, który będzie promował wyroby z bursztynem i bronił interesów branży. Mam nadzieję, że wspólnie z konsultantami z Instytutu Badań nad Gospodarką Rynkową oraz przy wsparciu władz Gdańska i firm bursztynniczych uda nam się wypracować formułę biura i sposób jego finansowania w początkowej fazie, zanim jego działanie nie zacznie przynosić wymiernych zysków promocyjnych i handlowych nie tylko dla firm go finansujących, ale także dla pozycji bursztynu bałtyckiego w Polsce i na świecie.
Robert Pytlos
pełnomocnik prezydenta Gdańska ds. bursztynu [...]
Udostępniono 30% tekstu, dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla prenumeratorów.
|
Wszyscy prenumeratorzy dwumiesięcznika w ramach prenumeraty otrzymują login i hasło umożliwiające korzystanie z pełnych zasobów portalu (w tym archiwum).
Prenumerata POLSKIEGO JUBILERA to:
Prenumeratę możesz zamówić:
Jeśli jesteś prenumeratorem a nie znasz swoich danych dostępu do artykułów Polskiego Jubilera skontaktuj się z nami, bok@pws-promedia.pl
|
Robert Pytlos





