Zatrzymać nazwiska w pamięci

Rozmowa z Michałem Gradowskim, inicjatorem budowy bazy "Złotnicy czynni w Polsce po roku 1945"

- Stworzenie bazy danych złotników działających w Polsce po II wojnie światowej jest zadaniem żmudnym. Sami złotnicy nie palą się do wypełniania ankiety. Skąd wzięło się u Pana poczucie, że trzeba to zrobić?

Ludzie, którzy kupują obrazy, zwykli mawiać - "w zeszłym roku kupiłem Kossaka, a w tym przymierzam się do ciekawego Wyczółkowskiego, bo właśnie będzie na aukcji". Natomiast o wyrobie artysty złotnika nie mówi się "kupiłem Byczewskiego", czy "mam Westermarka". Po prostu kupuje się broszkę, tak jak kupuje się bochenek chleba; czasami nawet bardziej interesuje się producentem bochenka, bo wiadomo, że w tej piekarni robią lepsze pieczywo, a w tamtej gorsze.

Natomiast w przypadku biżuterii kupuję broszkę z zawijaskiem czy pierścionek bez zawijaska, bo taki podoba się mnie albo mojej dziewczynie, ale nie pytam, kto to zrobił...

Od wieków cała wartość biżuterii była zamknięta w użytym materiale. Często wartość artystyczna wyrobów z dawnych lat nie jest zbyt wysoka, bowiem w tamtych czasach chodziło o to, żeby pani wchodząca na salę balową zwracała uwagę niesionym na sobie bogactwem. Wszyscy od razu wiedzieli, ile to jest warte - to był taki sam rodzaj szpanu, jak dziś pokazywanie się w luksusowym samochodzie...

Sytuacja zmieniła się zasadniczo z początkiem XX w. Na obszar dotychczas zajęty wyłącznie przez rzemieślników jubilerów, weszli wybitni artyści z Rene Lalique na czele i zaczęli projektować biżuterię, w której zasadniczą wartość miała forma, a nie materiał - tak jak w rzeźbie. I dzisiaj na aukcjach te wszystkie artystyczne klejnoty z początku XX w. sprzedawane są już pod nazwiskiem twórcy, tak jak dzieła malarzy czy innych artystów. Jednak u nas nadal pokutuje ten rozdźwięk - z dwóch ludzi, którzy byli kolegami z akademii sztuk pięknych, jeden jest artystą z nazwiskiem i maluje obrazy, a drugi - bezimiennym twórcą przepięknej biżuterii. Ludzie kupują prace złotnika, ale nie pytają, kto to zrobił. Spotykamy niekiedy przedwojenną biżuterię artystyczną ocechowaną imiennikiem, ale nie mamy pojęcia, kto był jej autorem, bo nie potrafimy powiązać znaku imiennego z człowiekiem. I już się zapewne nigdy nie dowiemy... Widziałem kiedyś na pchlim targu przepiękną srebrną broszkę sygnowaną na odwrocie maleńkim znaczkiem "HG" - sprzedawano ją za marne grosze, bo nikt nie wiedział, że to sygnatura wybitnego artysty Henryka Grunwalda.

- Celem przygotowanej przez Pana ankiety jest udokumentowanie działania polskich złotników w ostatnich kilkudziesięciu latach. Jednak przecież z założenia wyroby złotnicze wraz z ich autorami są rejestrowane przez urzędy probiercze. Czy te dane nie są wystarczające?

Rzeczywiście urzędy probiercze prowadzą rejestr imienników, czyli znaków wybijanych przez poszczególnych wytwórców na wyrobach. Rejestry te jednak obejmują tylko imię i nazwisko. Ale nawet i te informacje trudno od nich zebrać dlatego, że oni mają wystarczająco dużo roboty z bieżącą działalnością i nie mają czasu na odrysowywanie imienników na potrzeby dokumentacji historycznej... A osoba z zewnątrz, ze względów oczywistych nie ma wstępu do archiwum urzędu probierczego. Paradoksem jest to, że XVII czy XVIII-wiecznego złotnika znacznie łatwiej jest zidentyfikować niż przedwojennego czy działającego po 1945 r. Ja w swojej dokumentacji srebra mam dziesiątki dawnych wyrobów gdańskich i na 10 minimum 8 twórców mam rozpoznanych. Bo kiedy widzę cechę imienną, to wiem, kto to jest, kiedy się urodził, umarł, gdzie i jak działał. Wiem, u kogo się uczył, jakich miał uczniów. To wszystko są informacje z zachowanych archiwów cechowych. Natomiast wśród twórców okresu międzywojennego w Warszawie czy Krakowie mogę rozpoznać zaledwie paru. Mamy w muzeum przepiękny srebrny komplet do kawy z lat 30. sygnowany przez artystę, który go wykonał, ale nie wiemy, kto to był. Wiadomo tylko, że to jest wyrób krakowski, bowiem cechę probierczą wybił urząd w Krakowie. Siedzę w problematyce złotniczej już bardzo długo i dzisiaj wspominam wybitnych artystów, których znałem, a którzy umarli 20-30 lat temu. Wielu z nich było mymi przyjaciółmi. Dziś ich nazwiska nikomu nic nie mówią, nawet w gronie złotników średniego pokolenia.

- Jak więc Pańska akcja może pomóc identyfikować wyroby zapomnianych artystów?

Jeżeli mamy jakiś wyrób z metali szlachetnych, znajdujący się w muzeum lub nawet w prywatnych zbiorach, to jest na nim wybity znak imienny autora. I dlatego rozpocząłem akcję zbierania podstawowych informacji o złotnikach oraz ich znakach imiennych. To już mi daje szansę zestawienia dzieła z jego twórcą. Zbieranie danych zaczęliśmy wspólnie z STFZ, ale chcę też dotrzeć z ankietą do wszystkich rzemieślników. Będziemy także podejmować działania mające na celu rekonstrukcję życiorysów oraz znaków twórców, którzy już nie żyją. Ja sam i wielu moich kolegów mamy w pamięci dużo informacji o artystach, których nie ma wśród nas już od dawna. Czerpiąc informacje z najrozmaitszych źródeł, między innymi z doniesień dawnej prasy, będziemy rekonstruowali poszczególne punkty ankiety za ludzi, którzy już nie żyją. Natomiast ci, którzy mogą tę ankietę wypełnić dziś, powinni to zrobić osobiście.

- Ale po co w dobie nowoczesnej komunikacji, internetowych galerii, artysta ma skrupulatnie zapisywać swoje mniejsze lub większe osiągnięcia?

Dzisiaj pracuje wielu wybitnych artystów. Teraz każdy z tych złotników zajmuje się dniem dzisiejszym - tworzą wyroby i sprzedają je, by żyć i nadal tworzyć. Niektórzy mają ambicje poszukiwań artystycznych, ścigania się w konkursach - zwłaszcza młodzi i bardzo dzielnie sobie radzą. Ale patrzą na swoją twórczość z perspektywy dnia dzisiejszego. Natomiast ja jako historyk widzę wszystko w znacznie dalszej perspektywie. Wiem, co było 100 lat temu i domyślam się, co może nastąpić za lat 50. Wiem, że ci wszyscy, z którymi teraz rozmawiam, razem ze mną przeniosą się kiedyś do krainy wiecznych łowów - jak mawiali Indianie. Więc jeżeli teraz nie wykonamy tej pracy z ankietami, to może stać się tak samo jak z okresem międzywojennym - po naszych artystach zostaną znakomite dzieła, ale o ich twórcach nikt nic nie będzie wiedział...

- Dziękuję za rozmowę.
Rozmawiał Piotr Kęcik


[...]
Udostępniono 30% tekstu, dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla prenumeratorów.
Dostęp dla prenumeratorów

Polskiego Jubilera

Użytkownik:
Hasło:
Wszyscy prenumeratorzy dwumiesięcznika w ramach prenumeraty otrzymują login i hasło umożliwiające korzystanie z pełnych zasobów portalu (w tym archiwum).

Prenumerata POLSKIEGO JUBILERA to:
  • Pewność, że otrzymasz wszystkie wydania dwumiesięcznika prosto na biurko
  • Dostęp do pełnych zasobów portalu www.polskijubiler.pl
  • (w tym archiwum dostępne wyłącznie dla prenumeratorów)
  • Rabat uzależniony od długości trwania prenumeraty
  • Wszystkie dodatkowe raporty tylko dla prenumeratorów
Prenumeratę możesz zamówić:
  • Telefonicznie w naszym Biurze Obsługi Klienta pod nr 22 333 88 20
  • Korzystając z formularza zamówienia prenumeraty zamieszczonego na stronie www.polskijubiler.pl
Jeśli jesteś prenumeratorem a nie znasz swoich danych dostępu do artykułów Polskiego Jubilera skontaktuj się z nami, bok@pws-promedia.pl