Uwaga, złodziej!
Najlepszą ochroną przed kradzieżą jest niewielka wartość posiadanych przedmiotów
Na początku października do zakładu jubilerskiego Onyks w Policach wtargnął zamaskowany mężczyzna, który miał w ręku łom i plecak - poinformował Głos Szczeciński. Rozbił gablotę ze złotą biżuterią. Kiedy pracująca w sklepie kobieta próbowała wydostać się na ulicę, bandyta uderzył ją. Jednak krzyk kobiety go spłoszył. Najbardziej bulwersujące w tej sytuacji jest to, że był to już drugi w tym roku napad na ten sam sklep - w lutym tę samą kobietę zaatakowało dwóch napastników. Sprzedawczyni została uderzona młotkiem w głowę. Co trzeba zaznaczyć - w obu przypadkach policja szybko znalazła i zatrzymała bandytów.
Także policja nie traktuje
problemu zbyt poważnie.
Trzy tygodnie przed zamknięciem niniejszego numeru zwróciliśmy się do Komendy Głównej Policji z prośbą o rozmowę i propozycją, że będziemy publikować
informacje o skradzionych
precjozach.
Niestety, te trzy tygodnie
to dla naszych policjantów czas zbyt krótki, żeby udzielić nam
kilku prostych informacji.
Z takim podejściem należy się cieszyć, że sprawcy napadów w ogóle bywają łapani.
Opisana sytuacja sygnalizuje ważny problem. Z naszych rozmów z jubilerami wynika, że napady są bolączką branży. Oczywiście rodzimi przestępcy wciąż jeszcze po łupy wybierają się głównie za zachodnią granicę, jednak wraz z bogaceniem się społeczeństwa i rosnącymi aktywami w posiadaniu jubilerów może rosnąć zainteresowanie bandytów także lokalnym "rynkiem".
Niestety - jak przyznają nasi rozmówcy - lepiej zorganizowani przestępcy wciąż nie mają problemów ze zbytem.
Zainteresowaniem złodziei cieszy się przede wszystkim złoto - a warto podkreślić, że od lat cena kruszcu stale rośnie i ten trend raczej nie ulegnie zmianie. Jeśli przestępca ma możliwości przetopienia kruszcu, to raczej nie napotka na trudności przy jego sprzedaży. Nawet Urząd Probierczy cechując złoto, nie pyta o źródło jego pochodzenia.
Niestety - jak przyznają niektórzy przedstawiciele branży - za popyt na złodziejskie usługi odpowiadają sami jubilerzy - skupując wyroby niewiadomego pochodzenia i nie zadając przy tym żadnych pytań, ani nie rejestrując sprzedających.
Z drugiej strony - wielu z wytwórców i sprzedawców problem napadów w zasadzie nie dotyczy, zwłaszcza tych, którzy w swojej biżuterii używają głównie srebra. - Wartością naszych wyrobów jest przede wszystkim niepowtarzalność i artystyczny projekt, a nie waga kruszcu czy użyte kamienie - podkreśla Tomasz Stajszczak ze Stowarzyszenia Twórców Form Złotniczych. - Kiedyś, kiedy z materiałem był problem, trzeba było kupować i przechowywać go więcej.
Dziś, kiedy go potrzebuję, to jadę do sklepu i kupuję kilka dekagramów. Dlatego nie mam powodu obawiać się złodziei. - Warto myśleć pozytywnie - dodaje inny przedsiębiorca, który przyznaje, że materiały trzyma po prostu w piwnicy. - Wychodzę z założenia, że jeśli będę się zamartwiał, to ściągnę na siebie nieszczęście.
I jak na razie to działa.
[...]
Udostępniono 30% tekstu, dostęp do pełnej treści artykułu tylko dla prenumeratorów.
|
Wszyscy prenumeratorzy dwumiesięcznika w ramach prenumeraty otrzymują login i hasło umożliwiające korzystanie z pełnych zasobów portalu (w tym archiwum).
Prenumerata POLSKIEGO JUBILERA to:
Prenumeratę możesz zamówić:
Jeśli jesteś prenumeratorem a nie znasz swoich danych dostępu do artykułów Polskiego Jubilera skontaktuj się z nami, bok@pws-promedia.pl
|
Piotr Kęcik





