Artykuły z działu

Przeglądasz dział DOBRE BO POLSKIE (id:55)
w numerze 02/2020 (id:179)

Ilość artykułów w dziale: 1

pj-2020-02

Ja tylko dziergam

Rozmowa z Ewą Jankowską, projektantką biżuterii, twórczynią marki Jankowska Jewellery o biżuterii wydzierganej na drutach, sukcesie i planach na przyszłość

Jankowska Jewellery to rodzinna marka założona przez Ewę Jankowską, artystkę z Opola. Od 2006 r. tworzącą srebrną biżuterię unikatową metodą opracowaną przez siebie. Faktura wyrobów to efekt ręcznej pracy, wykonywanej powoli zapominaną techniką ręcznego dziewiarstwa.

pj-2010-02v-18

Na trudnym rynku biżuteryjnym udało się pani zaproponować odbiorcom coś niecodziennego. Połączyła pani tradycyjne metody złotnicze z dziewiarstwem. Skąd wziął się pomysł na tworzenie biżuterii w tak niecodzienny sposób?

Zacznijmy od tego, że nie jestem jubilerem, nie jestem złotnikiem i do pewnego momentu biżuteria była daleko od moich zainteresowań. Nawet jej prawie nie nosiłam. Moją domeną były różne rodzaje tzw. rękodzielnictwa – robiłam na drutach, szydełkowałam, szyłam patchworki itp., czyli miękkość i kolor. Ale jeden z moich przyjaciół, handlujący biżuterią, widział dawno temu w Rzymie biżuterię, która wyglądała jak robiona na drutach czy szydełkiem. Drugi przyjaciel zakupił srebrny łańcuszek i tak zaczęłam. Wymagało to ogromnej cierpliwości, mnóstwa prób, przestawienia się na zupełnie nowy, inny niż włóczka materiał. Problemem były zapięcia, bo nikt z nas nie był fachowcem od srebra. Zleciliśmy zrobienie prototypów zapięć, które można by odlewać, a potem wklejać w nie plecionkę. Plecionka miała być łączona z oprawionymi bursztynami. Nie ja miałam się tym zajmować, ale skończyło się na tym, że poza odlewaniem zapięć i oprawianiem bursztynów robiłam wszystko. Żaden z renomowanych sklepów nie chciał jednak sprzedawać tej biżuterii z powodu kiepskiego wykończenia. Po kilku latach zaproponowano mi przejęcie całości przedsięwzięcia i dopiero wtedy mogłam decydować. Mój mąż wymyślił zupełnie nowe zapięcia, magnetyczne, proste w formie. Zrezygnowaliśmy też z bursztynu, który dominował nad plecionką, i po pewnym czasie zaczęliśmy sprzedawać nasze rzeczy na całym świecie.

Czy mogłaby pani podzielić się z naszymi czytelnikami tajnikami warsztatu? Jak powstaje pani biżuteria?

Mój warsztat jubilerski wygląda dość nietypowo. Kanapa, TV przed nosem, druty i szpule srebra. Resztą zajmuje się mąż – wkleja, szlifuje, pakuje, wysyła, ogarnia sprawy biurowe. Ja tu tylko dziergam.

Skąd czerpie pani inspirację?

Tak naprawdę przy tej technice możliwości są ograniczone, stąd klasyka i maksymalna prostota. To nie jest tak, że coś mnie może zainspirować i ja to przełożę na srebrną dzianinę. To są raczej ścisłe rygory techniczne, liczba oczek, ciężar poszczególnych części itp. Ciągle podejmuję próby innowacji i kończy się jednak na tym, co już jest.

Jaki materiał jest pani ulubionym i dlaczego?

Wyłącznie srebro 925 w różnych kolorach, w tym oksydowane. Diamentowany łańcuszek 0,3, który sprowadzam z Włoch. Próbowałam różnych grubości i różnych rodzajów łańcuszka i nic z tego nie wyszło. Próbowałam łączyć srebro z jedwabną kolorową nitką i też jakoś nie chwyciło.

Dla kogo pani tworzy?

Nie mam żadnego tzw. targetu, jak to się brzydko mówi. Bez fałszywej skromności uważam, że rzeczy, które robię, są uniwersalne – i na imprezę, i do pracy. I nigdy nie wyjdą z mody, bo to nie jest wymyślny design na jeden sezon. Srebrna plecionka przemawia swoją prostotą, a także tym, że jest bardzo przyjemna w dotyku.

Gdzie można kupić pani biżuterię?

W Polsce tylko w kilku miejscach – Galeria Gala, Wrocław – Rynek (Janusz Stanko), Art. Jewels (Ewa Skowron), Sukiennice, Kraków (Barbara Łodzińska), Hotel Intercontinental Warszawa (Grażyna Walasek). To nie jest łatwy rynek. A za granic ą to często nawet nie wiem, bo dostaję zamówienia od naszej przedstawicielki, z numerkiem. Sporo jest w Niemczech i Europie Zachodniej, ale też w Moskwie, w USA, a nawet chyba w Tokio. Na stronie jankowskajewellery. pl jest mapka tych miejsc, ale to się ciągle zmienia.

Jakie ma pani plany na przyszłość?

Zawodowo nie mam specjalnych planów. A życiowo – przetrwać koronawirusa i móc pojechać znowu do Włoch, gdy ozdrowieją. Perspektywa obcowania z pięknem, którego tam tyle jest, zawsze mi ładuje akumulatory do dalszej pracy.

Dziękuję za rozmowę

.  Rozmawiała Marta Andrzejczak